Ta książka to efekt nietypowego spotkania dwóch nietuzinkowych postaci światowego kina – Jean Luca Godarda i Grzegorza Królikiewicza. Nietypowego, bo nie doszło do niego w realnym życiu, ale na sali kinowej. Zresztą spotkanie to złe słowo, w gruncie rzeczy to była raczej seria długich dyskusji, w trakcie których widz-Królikiewicz wydobywał z filmowca-Godarda przeróżne tajemnice, które w ostateczności równie dużo mówią o filmach francuskiego, jak i polskiego reżysera.

Grzegorz Królikiewicz to postać niezwykle barwna. To on gniewnym, skierowanym w Kazimierza Karabasza okrzykiem - Przegryziemy wam gardła - w 1971 zainicjował powstanie nowego drapieżnego nurtu w polskim kinie dokumentalnym. Jego fabularny debiut Na wylot odbił się szerokim echem na całym świecie i do tej pory jest jednym z najbardziej wstrząsających studium powstawania zła. Jest autorem 8 filmów fabularnych, niemal 40 dokumentów i kilkunastu widowisk Teatru Telewizji. Zajmował się  także teorią kina, a  jako wykładowca łódzkiej filmówki ma swój wkład w wykształcenie kolejnych pokoleń polskich filmowców. Prowadzone przez niego seminaria „Analizy dzieła filmowego”, polegające na wielokrotnym oglądaniu analizowanych filmów i wielogodzinnych dyskusji o nich, przeszły już do legendy. Efektem tych zajęć jest seria wydanych w połowie lat dziewięćdziesiątych książek Analiza Arcydzieł Filmu Fabularnego, której kolejne tomy poświęcone były m.in. Obywatelowi Kane Wellesa,  Rozmowie Coppoli czy Zawodowi: Reporter  Antonioniego. Stanowiący niejako ich kontynuację Godard-Sejsmograf to pierwsza publikacja analiz filmów Godarda, funkcjonujących do tej pory jedynie jako wewnętrzne skrypty PWSFTViT.

Królikiewicza zainteresowały tropy w twórczości Godarda, które w jakiś sposób pokrywają się z jego własnymi obsesjami twórczymi.  Próżno szukać w tej książce dygresji o polityce, Marcu '68 czy walce z kinem papy.
Królikiewicz widzi w Godardzie nade wszystko filozofa zatroskanego o stan i przyszłość ludzkiej cywilizacji i kultury. Godard – to nie są filmy. Godard to jest kinematografia, Godard to interpretacja kultury, a zarazem rozpacz nad nią. Co ciekawe, widzi w bohaterze swojej książki wspomnianego już geniusza, jednocześnie przyznając, że nie ma on na swoim koncie arcydzieł. Ba, o kilku filmach wyraża się niemal wprost, że są nieudane, co jednak paradoksalnie w żaden sposób nie umniejsza ich wartości. Powtarzam z uporem to nie jest autor jednego filmu. Żaden z jego filmów nie jest na tyle  rewelacyjny, żeby go porównać z jakimkolwiek filmem Felliniego. Żaden! (…) Geniusz ma to do siebie ze postępuje jak Kronos, pozera swoje dzieci, pożera swoje dzieła.

Godard  jest większy od swoich filmów, a to, co w nich najważniejsze, jest przed widzem ukryte, schowane właśnie za filmami. Powinniśmy sobie uświadomić, kim jest Godard! Jest to zjawisko do tego stopnia inne jakościowo, że nawet jego cisza jest znacząca. Gdy Federico Fellini nie robi filmów, to po prostu ich nie robi. Natomiast kiedy Godard nie robi filmów, to coś znaczy. Nie chodzi nawet o to, że filmy Godarda są dla widza wymagające, wręcz przeciwnie, one są całkowicie wobec niego obojętne, nic od niego nie wymagają. Człowiek chcący z nimi obcować musi zadać sobie sporo trudu, by nie dać się zwieść swoim oczekiwaniom, przyjętej konwencji czy wręcz ignorancji. Godard opisując otaczającą go rzeczywistość próbuje wniknąć głębiej, łamie istniejące konwencje, nie tworząc nowych, ponieważ każda konwencja w gruncie rzeczy zakrywa to, co powinno być sednem sztuki. Pojawiły się całe generacje ludzi, którzy stworzyli konwencję odpowiadającą na wezwanie chwili – to ci rejestrujący horyzont. W ten sposób opowiada się dokładnie to, co dzieje się tu, w tym oto miejscu, pomiędzy godziną 18:21 a 18:22. I pojawił się jeszcze jeden człowiek: JEAN-LUC GODARD – SEJSMO-GRAF – i on w tej pauzie, która dla kina nie jest interesująca, w tym niedzianiu się, w tej przerwie, w tej szczelinie, zaczął rejestrować niepokojące znaki nadchodzącego kataklizmu. Godard patrzy ponad horyzont, ponieważ jest sejsmografem. Na tym polega cała różnica między urządzeniem twórczym, które nazywa się „Godard”, a urządzeniem, które nazywa się „kinematografia”.

Już po kilku pierwszych stronach, gdy czytelnik zostaje niemal zbombardowany podobnymi tyradami, okazuje się , że lektura Sejsmografu jest niemal równie wymagająca jak twórczość jej bohatera. Wyzwanie może stanowić specyficzny język autora, daleki od tego, czego zwykliśmy oczekiwać od książki poświęconej kinu, pełen wyszukanych zwrotów, barwnych opisów czy niemal emocjonalnych apelów do czytelnika.  Królikiewicz to człowiek doskonale wykształcony, bez problemu poruszający się w labiryntach humanistyki (choć także innych gałęzi wiedzy, o czym można się przekonać czytając esej o Alphaville), ale żarliwość jego opowieści ma chyba więcej wspólnego z kazaniem natchnionego kapłana niż z wykładami uniwersyteckiego profesora.

Trzeba jednak przyznać, że ten styl działa.  Nawet gdy po jakimś czasie opadną już emocje związane z lekturą, a niektóre wnioski Królikiewicza zostają odrzucone, to coś z tej buzującej w umyśle energii pozostaje i zmusza do kolejnego seansu filmowego, do zadawania własnych pytań, znajdywania własnych odpowiedzi,  jednym słowem - do myślenia. Po przeczytaniu ostatniej linijki kolejnego eseju, w głowie widza/czytelnika aż szumi od pytań i wątpliwości, co z kolei powoduje, że filmy Godarda odnajdują w naszej świadomości nowe życie i zostają choć na chwilę wyciągnięte z szufladki z napisem klasyka.

Tak się akurat złożyło - Godard, filmowiec, który chciał być rewolucjonistą, powoli staje się już rozdziałem w podręczniku do historii kina. Przez wiele lat był outsiderem, enfant terrible światowego kina a jego kolejne filmu wywoływały skandale. Teraz nieuchronnie na naszych oczach zmienia się w żywego klasyka. W zeszłym roku doczekał się rzeczy niebywałej, Amerykańska Akademia Filmowa przyznała mu honorowego Oskara. Co prawda nagrody nie odebrał, ale to nie zatrzyma nieuchronnego. Może nadal się buntować przeciw wszelkim konwencjom, ale niepoostrzenie sam okazał się budowniczym pewnej odmiany języka filmu, którym zaczęło się posługiwać całe pokolenie filmowców. W tych oto okolicznościach  Godard-Sejsmgraf jest książką szczególnie ważną, ponieważ ukazuje dokonania tego reżysera jako coś żywego, wciąż wartego uwagi i dyskusji.


Grzegorz Królikiewicz, Godard. Sejsmograf
Korporacja Ha!art, Era Nowe Horyzonty, Kraków-Warszawa 2010

FRAGMENT KSIĄŻKI