Jaki był? Jako wierny fan Juliusza Machulskiego – zachwycony _Ile waży koń trojański?_ (2008) i w zasadzie każdym innym filmem reżysera – muszę odpowiedzieć zgodnie z prawdą, że słaby. Trwająca 20 minut (!) ekspozycja od razu mnie zmartwiła - i choć animowana czołówka do muzyki Michała Lorenca (udane nawiązanie do Danny’ego Elfmana) obiecywała tempo, czarny humor i stylistyczną zamaszystość. Niestety, właśnie tych trzech rzeczy jest w filmie za mało. Czarny humor błyska tu i tam, tempo kuleje przez cały czas, a Machulski nie idzie ani w makabrę, ani w świętokradztwo, ani nawet w farsę (wyjątkiem jest najlepszy żart filmu, czyli scena „z głuchoniemą”, której istoty tu nie zdradzę).

Mam wrażenie, że Machulski zaaplikował swoje filmowe instynkty do scenariusza Adama Dobrzyckiego, który na to nie zasługiwał – i stąd stylistyczne rozchwianie poszczególnych sekwencji. W pierwszej połowie steadicamowe zabawy w obejściu Makarowiczów są tak mocno zaakcentowane, że chwilami robi się z tego prawie Miklós Jancsó: kamera pływa za grupkami bohaterów i dialog grzęźnie w tym wszystkim, bo nie wspiera go zdecydowany, wyczulony na rytm zdań montaż.

W części drugiej szaleje już nie operator steadicamu, tylko oświetleniowiec. Przeestetyzowane snopy światła w chacie, analogiczne snopki w piwnicy ukrywające aktorów zamiast ich pokazywać – wszystko pracuje na niekorzyść humoru, który powinien być głównym priorytetem twórców.

Wszystko to jest jednak tylko świadectwem reżyserskich zmagań ze słabym tekstem.
Oglądanie _Kołysanki_ jest tak przykre, bo prawie każda scena pada na naszych oczach: widać jak śrubki wylatują i konstrukcja się wali. Dialogom brakuje dowcipu, co najdosadniej (i najboleśniej) widać tam, gdzie wypowiadana puenta – w zamierzeniu rozśmieszająca widownię i przygotowująca scenę następną – zostawia wszystkich obojętnymi. Ksiądz wołający: _Teraz to już tylko renta została_, żona listonosza skarżąca się, że policja zabiera jej męża (_To teraz już nie tylko własnych wysyłacie_) – te i podobne kwestie są tak cienkie, słabiutkie i odgrzane, że nie mogą zaspokoić niczyjego apetytu.

Aktorzy są chętni – widać, że chcą się dobrze bawić. Ale tylko część z nich dostaje materiał, z którym da się pracować. Antoni Pawlicki ma szczęście jako rozmodlony ministrant i ów moment, w którym niespodziewanie wydostaje się z dybów, jest bezcenny (zdziwione _Święty Piotrze…!_ przypomina, że Pawlicki już w _Ostatniej akcji_ (2009) udowodnił, że umie grać komedię). Janusz Chabior, Ewa Ziętek, Michał Zieliński – każde z nich ma parę okruszków i dzielnie wyciskają je jak cytrynę. Ale już Robert Więckiewicz w ogóle nie ma postaci do zagrania: Michał to niby głowa domu Makarewiczów, a jednak jest całkowicie niedookreślony w swych motywacjach i charakterze. Największego pecha miał jednak Przemysław Bluszcz: jego policjant Nowak to puste miejsce scenariusza; posterunkowy Nikt. Ani głupek, ani służbista, ani cichy geniusz – istnieje po to, by popychać akcje do przodu i tylko genialny zabieg reżyserski w pierwszej jego scenie w ogóle ratuje koncept tej postaci (Machulski daje Bluszczowi kawę i każe pić łyżeczka po łyżeczce).

Makarewiczowie to rodzina nigdzie niezapuszczająca korzeni i zamieszkała chwilowo, jak sugeruje dowcipny finał, w pałacu prezydenckim (_Księdza wpuszczą…_ – brawo za tę kwestię!). _Kołysanka_ – niestety – jest taka sama. Nie tworzy świata, którego konkretność i namacalność byśmy poczuli. Nie robi tego, co robił jej daleki pierwowzór, czyli _Rodzina Adamów_: nie rysuje wyrazistego portretu każdego członka rodziny, choćby na zasadzie sitcomowego uproszczenia i karykatury.

W istocie, jeśli czegoś w tym filmie jest za mało, to karykatury właśnie. Nie przeszkadzała mi społeczna satyra (Makarewiczowie więżą i spijają krew reprezentantów bardzo konkretnych grup: jest ksiądz, jest policjant, jest pracownica opieki społecznej i są reporterzy z TVP), ale przeszkadzał brak szaleństwa i zacięcia komediowego, które są zazwyczaj najmocniejszymi stronami Machulskiego. Jak na reżysera tak wyczulonego na komizm, _Kołysanka_ jest wyjątkowo (nomen omen) senna i pozbawiona wyrazu.




_Kołysanka_
reżyseria: Juliusz Machulski
scenariusz: Adam Dobrzycki
zdjęcia: Arkadiusz Tomiak
muzyka: Michał Lorenc
kraj: Polska
rok: 2010
premiera: 12.02. 2010
czas trwania: 95
dystrybucja: Monolith Films



*Michał Oleszczyk* – krytyk filmowy, absolwent filmoznawstwa UJ. Publikuje w „Kinie” i na blogu "*Ostatni fotel po prawej stronie*":http://michaloleszczyk.blogspot.com/, który otrzymał *tytuł Bloga Roku 2009 w kategorii Kultura*. Gratulujemy !
Autor książki _Gorycz wygnania: Kino Terence’a Daviesa_ i współautor (z Kubą Mikurdą) wywiadu-rzeki _Kino wykolejone: Rozmowy z Guyem Maddinem_.










« powrót