you’ll catch a jpeg to the head

über reach
you’re an intern
on wikileaks
most loved therefore most hated
Death Grips – "Hacker"


Członkowie zespołu funkcjonują niczym akustyczni zbieracze śmieci – chodzą z najprostszą kamerą i poszukują najmniej właściwych elementów do nagrania, według zasady „No representation is better than misrepresentation”. Dokument jest tutaj podstawowym materiałem ulegającym przetwarzaniu do momentu jego zniszczenia. Trudno rozpoznać pochodzenie sampli, co prawie uniemożliwia wszczynanie procesów o prawa autorskie. Na płycie Money Store w utworze „System Blower” jeden z odgłosów to krzyk Venus Williams uderzającej w piłkę tenisową. Zabrudzony dźwięk został przetworzony i przypomina uderzenie szumu niczym fali energii.

Pierwsza płyta Ex Military została umieszczona w sieci w dwóch wersjach. Jedna to cały album, a druga to jego dekonstrukcja nazywana Black Google. Możemy ściągnąć ścieżki dźwiękowe utworów i obejrzeć film nakręcony przez Seana Metelerkampa (znanego z współpracy z Die Antwoord). Dostajemy materiał do przetworzenia i oglądamy zaproponowane jego wariacje. Na stronie zespołu znajduje się również gra RETROGRADE, w której poprzez klikanie na ułożone w formie patchworka obrazki odtwarza się małe fragmenty utworów z płyty. Można łączyć je w dowolny sposób, tworząc własne utwory. Strona zespołu (thirdworlds.net) oferuje dzwonki na komórkę, teledyski, teksty piosenek – przypomina sklep z cukierkami, których nikt nie wziąłby do ust.

Death Grips przez tak wielodziedzinową działalność wydaje się samowystarczalny.
Przypomina trochę cybermistyczną sektę skupioną na przeładowanej bodźcami-informacjami teraźniejszości, aby poprzez jej przetworzenie osiągnąć epifanię. Zach Hill znany jest jako niezwykle rozwinięty technicznie perkusista (Hella, El Grupo Nuevo de Omar Rodriguez Lopez, Marnie Stern, Boredoms), który porzucił inne zespoły, aby skupić się na trzyosobowym projekcie, wraz z producentem Andym Morinim oraz artystą wizualnym Stefanem Burnettem aka MC Ride. Człowiek, którego gra przypomina automat perkusyjny z zespołem Tourette’a, w Death Grips oferuje jedynie skąpe, skoncentrowane basowe uderzenia energii, przepełnione elektronicznym szumem. Money Store jest drugim albumem zespołu, wydanym po podpisaniu kontraktu z Epic Records. Samowystarczalność i świadoma decyzja wyboru strategii DIY w estetyce lo-fi wydaje się jedynie środkiem, aby wejść do przemysłu muzycznego. Jednak Money Store, kontynuując strategię twórczą Death Grips, przypomina smołę, która dostała się do trybów potężnej maszyny.



Money Store jest jak raperska płyta dokumentująca ciężary życia „na dzielnicy”. Jednak w Sacramento nie mają „blink” i jeżeli chcesz mieć łańcuch oraz blachę, to bierzesz ten zardzewiały z bramy i ostrza z kosiarki. Opisy brania narkotyków, przemocy, nagłych zdarzeń są używane przez MC Ride’a jak narzędzia do okultystycznego obrzędu. Przeładowanie informacjami zmusza do nieustannego ich przetwarzania i – wykorzystując desperację, agresję – prowadzi do granicy wytrzymałości ciała. Niskie dźwięki, bardziej odczuwalne niż słyszalne, uderzają szybkimi, rytmicznymi ciosami szczególnie w „Blackjack”, „Lost Boys”, ale również w „Get Got”. Zabrudzony i rozwarstwiony pisk drapie uszy w wysokich rejestrach, tworząc pomiędzy nimi przepaść brzmieniową. Najniższe i najwyższe dźwięki atakują na przemian odbiorcę niemal w każdym z utworów. MC Ride wykrzykuje mantrę o ciele stymulowanym obrazami, narkotykami, które istnieje jedynie tu i teraz. Jego głos zostaje przetworzony, powtórzony i zloopowany do chwili, aż wydaje się pochodzić z czarnej dziury.

Kołysankowe w rytmie „Double Helix” oraz skupione „The Cage” pozornie najbardziej wyciszone na płycie są mieszanką melodyjek z filmów w klimatach kung-fu. „Hacker” jest niczym thriller przedstawiony poprzez Google Maps. Człowiek wychodzi z domu i jego rzeczy zniknęły. Słychać dźwięki ulicy i nagle rozlega się metaliczna perkusyjna sieczka z gitarowymi rifami i elektronicznym beatem. MC Ride wykrzykuje „I’m in your area /I know the first three numbers” niczym psychotyczny listonosz. Utwory na Money Store charakteryzują się melodyjnością popowej piosenki zbudowanej ze śmierci i gdy oczekujemy kolejnej zwrotki, nagle wszystko się rozpada, przekształca w nową strukturę muzyczną. Death Grips bawi się wszelkimi możliwymi gatunkami muzycznymi. Słuchając, zaczęłam mnożyć określenia i stworzyłam hybrydę w stylu „cybermistyczny hop-pop-drone”, aby po chwili uświadomić sobie bezużyteczność tego określenia wobec projektu Death Grips.



Dźwięk rozpędzającego motoru rozpoczyna „Hustle Bones”, aby przejść w melodyjną serię glitchów składających się z urwanych dźwięków kobiecego głosu. Teledysk na nowo definiuje wyrażenie „pranie pieniędzy”. Widzimy wnętrze pralki, w którym kotłuje się najpierw zioło, otwarte piwo, pieniądze. Przerywnikiem jest MC Ride rapujący o tym, jak nonsensowne są jego działania. Humor Death Grips odnajduje się dopiero po wielu przesłuchaniach, gdy już uda się przejść przez maskę śmierci w dobie wiwisekcyjnej technologii. „System Blower” parodiuje raperskie przechwałki i groźby pod kierunkiem innych – system zostanie zniszczony, bez celu, bez przyczyny, dom spalony, kuzyni wystraszeni. Atakujący jednak nie jest potężny, ale słaby i chory, niczym ranne zwierzę wpada w szał. Na każdym poziomie Money Store proponuje pozornie dobrze znane rozwiązania, jak junk-art i rap lat 80. W procesie niszczy jednak materiał i pozostawia słuchacza z porażająco intensywnym dziełem.

Death Grips, Money Store
Epic Records, 4/2012