Mam wrażenie, że Machulski zaaplikował swoje filmowe instynkty do scenariusza Adama Dobrzyckiego, który na to nie zasługiwał – i stąd stylistyczne rozchwianie poszczególnych sekwencji. W pierwszej połowie steadicamowe zabawy w obejściu Makarowiczów są tak mocno zaakcentowane, że chwilami robi się z tego prawie Miklós Jancsó: kamera pływa za grupkami bohaterów i dialog grzęźnie w tym wszystkim, bo nie wspiera go zdecydowany, wyczulony na rytm zdań montaż.
W części drugiej szaleje już nie operator steadicamu, tylko oświetleniowiec. Przeestetyzowane snopy światła w chacie, analogiczne snopki w piwnicy ukrywające aktorów zamiast ich pokazywać – wszystko pracuje na niekorzyść humoru, który powinien być głównym priorytetem twórców.
Wszystko to jest jednak tylko świadectwem reżyserskich zmagań ze słabym tekstem.
Aktorzy są chętni – widać, że chcą się dobrze bawić. Ale tylko część z nich dostaje materiał, z którym da się pracować. Antoni Pawlicki ma szczęście jako rozmodlony ministrant i ów moment, w którym niespodziewanie wydostaje się z dybów, jest bezcenny (zdziwione _Święty Piotrze…!_ przypomina, że Pawlicki już w _Ostatniej akcji_ (2009) udowodnił, że umie grać komedię). Janusz Chabior, Ewa Ziętek, Michał Zieliński – każde z nich ma parę okruszków i dzielnie wyciskają je jak cytrynę. Ale już Robert Więckiewicz w ogóle nie ma postaci do zagrania: Michał to niby głowa domu Makarewiczów, a jednak jest całkowicie niedookreślony w swych motywacjach i charakterze. Największego pecha miał jednak Przemysław Bluszcz: jego policjant Nowak to puste miejsce scenariusza; posterunkowy Nikt. Ani głupek, ani służbista, ani cichy geniusz – istnieje po to, by popychać akcje do przodu i tylko genialny zabieg reżyserski w pierwszej jego scenie w ogóle ratuje koncept tej postaci (Machulski daje Bluszczowi kawę i każe pić łyżeczka po łyżeczce).
Makarewiczowie to rodzina nigdzie niezapuszczająca korzeni i zamieszkała chwilowo, jak sugeruje dowcipny finał, w pałacu prezydenckim (_Księdza wpuszczą…_ – brawo za tę kwestię!). _Kołysanka_ – niestety – jest taka sama. Nie tworzy świata, którego konkretność i namacalność byśmy poczuli. Nie robi tego, co robił jej daleki pierwowzór, czyli _Rodzina Adamów_: nie rysuje wyrazistego portretu każdego członka rodziny, choćby na zasadzie sitcomowego uproszczenia i karykatury.
W istocie, jeśli czegoś w tym filmie jest za mało, to karykatury właśnie. Nie przeszkadzała mi społeczna satyra (Makarewiczowie więżą i spijają krew reprezentantów bardzo konkretnych grup: jest ksiądz, jest policjant, jest pracownica opieki społecznej i są reporterzy z TVP), ale przeszkadzał brak szaleństwa i zacięcia komediowego, które są zazwyczaj najmocniejszymi stronami Machulskiego. Jak na reżysera tak wyczulonego na komizm, _Kołysanka_ jest wyjątkowo (nomen omen) senna i pozbawiona wyrazu.
_Kołysanka_
reżyseria: Juliusz Machulski
scenariusz: Adam Dobrzycki
zdjęcia: Arkadiusz Tomiak
muzyka: Michał Lorenc
kraj: Polska
rok: 2010
premiera: 12.02. 2010
czas trwania: 95
dystrybucja: Monolith Films
*Michał Oleszczyk* – krytyk filmowy, absolwent filmoznawstwa UJ. Publikuje w „Kinie” i na blogu "*Ostatni fotel po prawej stronie*":http://michaloleszczyk.blogspot.com/, który otrzymał *tytuł Bloga Roku 2009 w kategorii Kultura*. Gratulujemy !
Autor książki _Gorycz wygnania: Kino Terence’a Daviesa_ i współautor (z Kubą Mikurdą) wywiadu-rzeki _Kino wykolejone: Rozmowy z Guyem Maddinem_.
« powrót
